Stowarzyszenie aktywnych społecznie

„ANTYKLIKA”

20b – Kraj w którym nie depcze się drzewom po „stopach”

Nowa Zelandia jest krajem równie dalekim, co tajemniczym – to prawdziwy koniec świata. Uosabia dziką przyrodę i przygodę; nazwana z maoryska Aotearoa (czyli Kraj długiej białej chmury). Nowa Zelandia to dwie wyspy: Południowa i Północna – region wulkanicznej aktywności, ośnieżonych gór, gejzerów, gorących źródeł, głębokim jezior tektonicznych, rwących rzek i lodowców. Geologicznie Nowa Zelandia jest młoda, toteż „dojrzewanie” wciąż trwa. Na wyspie Północnej ścierające się płyty tektoniczne prowadzą do kolejnych wybuchów wulkanów i trzęsień ziemi, a na Południowej wypiętrzające się góry tworzą polodowcowy krajobraz. Większość tutejszych roślin nie występuje nigdzie na świecie a niektóre zwierzęta są ciekawymi okazami, np. papugi kea gnieżdżące się w szczelinach skalnych, żółtodziobe pingwiny, nietoperze a niewątpliwym symbolem wyspy jest kiwi – ptasi nielot.
Osobliwości natury tutaj nie brak, np.: Rotorua i okolice z bulgocącymi błotami, gejzerami, gorącymi źródłami z siarkowodorem; Waiotapu słynące z kolorowych, dymiących jeziorek; jaskinie Waitomo zamieszkałe przez „świecące robaczki”, czyli poczwarki muchówki emitujące światło; Park Narodowy Tongariro z górującymi nad nim charakterystycznymi stożkami wulkanów czy Taupo – jezioro powstałe w zapadłym kraterze; cieśnina Cooka; Park Tasmana ze szlakiem prowadzącym wzdłuż wybrzeża; lodowce Franz Josef i Fox, czy Zatoka Milforda gdzie spotykają się wody słodkie i słone o kolorze herbaty, itp.
Tak atrakcyjnie krajobrazowo kraj ściąga rzesze turystów z całego świata.

Nas zainteresowało nowe zjawisko turystyczne zwane set jettingiem, czyli podróżowanie tropem dekoracji filmowych lub podróżowania do miejsc, w których działa się akcja filmu fabularnego – określany również jako „wakacje w terenie”.
Set-jetting, czyli turystyka filmowa, to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi przemysłu turystycznego. Szacuje się, że na świecie już ponad 40 milionów turystów wybrało kierunek wakacji, kierując się tym, co zobaczyło na srebrnym ekranie. Być może wśród nich byłeś lub będziesz i ty.
Dzięki Peterowi Jacksonowi i trylogii „Władca Pierścieni”, za plenery do których posłużyły rozległe, dzikie przestrzenie Nowej Zelandii, tuż po premierze na wyspę ściągnęło 30 procent turystów więcej. Najbardziej skorzystał z tego farmer Alexander, który przyjął propozycję reżysera i pozwolił mu zamienić swoją farmę na scenerię sielskiego Hobbitonu i teraz ciągną tu tłumy turystów chcących zobaczyć miejsce, z którego Frodo wyruszył ku Górze Przeznaczenia.
Nie jestem fanem Tolkiena ani filmów fantastycznych, niemniej jednak fascynują mnie różnorodne dekoracje, środki artystyczne, efekty i pomysły reżyserskie. Scenografia Hobbitonu to prawdziwy majstersztyk dekoratorski nad którym pracowało ponad 150 pracowników.


Dla tych, którzy nie znają twórczości Tolkiena, spieszymy wyjaśnić, że Hobbiton to wioska Hobbitów. Przedstawia znaną z książek czy filmów wieś w hrabstwie Shire, zamieszkałą przez ciekawskie, odważne niziołki z owłosionymi stópkami. To tutaj kręcono sceny z kultowej trylogii Władcy Pierścieni czy  Hobbita. Tak naprawdę obecnie cała okolica to dawny plan filmowy, który został jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych w Nowej Zelandii. Nowa Zelandia zresztą pełna jest miejsc, które „występowały” w tych filmach. Ludzie z całego świata zjeżdżają tu, by choć na chwilę poczuć się jak mieszkańcy tolkienowskiego Śródziemia. Niektórzy tak głęboko wchodzą w rolę, że zwiedzają przebrani za hobbity, kransnoludy, elfy… a nawet za odpychającego Golluma!
Z kominków domów wydobywa się dym. Na grządkach rosną kwiaty i warzywa, gnie niegdzie można spotkać leżące narzędzia, słoiki z miodem, zostawione przed domem, jakby na chwilę, czy kosz ze świeżo zerwanymi jabłkami. Na sznurach obok chatek suszy się pranie i wydaje się, że za chwilę z którejś norki wybiegnie Frodo. Domków jest ponad czterdzieści w dwóch skałach. Przy mniejszych były kręcone sceny z Gandalfem i filmowymi ludźmi, przy większych sceny z Hobbitami. Przy domkach posadzono także rośliny, które musiały pasować wielkością do wielkości Hobbitów. Wszystkie domki to niestety tylko atrapy, pomimo, że niektóre maja uchylone drzwi i widać kawałek wnętrza. Sceny we wnętrzach były kręcone w studiu w Wellington. Jedynym budynkiem, gdzie można poczuć klimat tolkjenowskich wnętrz, jest Green Dragon – gospoda, która stoi obok młyna i mostku. Można się tam napić piwa imbirowego, posiedzieć chwilę na fotelu przy kominku i powspominać filmowe sceny, udając, że jest się Bilbem.
Bilet kosztuje 79 dolarów nowozelandzkich, więc nie jest to tania zabawa, ale dla wielbicieli „Władcy Pierścieni” pozycja w Nowej Zelandii absolutnie obowiązkowa.


Uzupełnieniem wakacji w terenie związanym z Hobbitami będzie wizyta nad rzeką Waikato, gdzie kręcono sceny do filmu Hobbit: Pustkowie Smouga – walka Hobbitów płynących w beczkach bystrym nurtem rzeki.
„Waikato” (czyli „płynąca woda”) swe źródła ma na wschodnich zboczach góry Ruapehu – najdłuższa rzeka w Nowej Zelandii – przepływając przez miasto Taupō, przemierza wąską skalną otchłań, tworząc wodospady Huka, a następnie łagodnie skręca na północ w kierunku Port Waikato.
Wiele rzek w Nowej Zelandii /szczególnie te mające swe początki w górach czy lodowcach/ nadaje się na uprawianie raftingu /np. rzeka Mohaka, Rangitata, Waikato/. Raftingi w Nowej Zelandii to całe spektrum przygód o różnych stopniach trudności – przeważają te w piątej skali trudności.

Mimo wysiłków europejskich osadników na wyspach na szczęście ostało się jeszcze trochę tych niesamowitych drzew. Niestety ich system korzeniowy jest na tyle delikatny, że wiele z nich pada ofiarą choroby, przenoszonej między innymi na butach nieświadomych turystów. Dlatego przy wejściach do lasu ustawione są szczotki i preparaty do czyszczenia i dezynfekcji obuwia, a w wielu miejscach spotkamy tabliczki z prośbą o nie chodzenie po korzeniach tych drzew. Jeśli chcecie, aby kolejne pokolenia mogły wciąż podziwiać ponad 1000-letniego (szacowanego na jakieś 1200 do 2000 lat), mierzącego 51 metrów Pana Lasu, nie depczcie drzewom po “stopach”!

Pytanie konkursowe:

Jak nazywa się długowieczne nowozelandzkie drzewo dorastające do 50-60 metrów wysokości i ponad 5-ciu metrów średnicy?

Rozwiązanie konkursu: Jest to drzewo KAURI  /Agathis Australis/ powszechnie znane pod nazwą Maori Kauri + kilka innych zbliżonych nazw.  Lasy Kauri należą do najstarszych na świecie!
Nagrodę pieniężną w wysokości 50 zł w gotówce wylosował pan Łodziewski Artur z Leszna – gratulujemy.
Na konkurs wpłynęły 503 prawidłowe odpowiedzi. Skala trudności – średnio 4.

Odpowiedzi można kierować: za pomocą poczty elektronicznej – konkursy.antyklika@bielsko.net.pl lub listownie na adres siedziby Stowarzyszenia – 43-300 Bielsko-Biała ul. Traugutta 23 do dnia 20.01.2019 r.

Nagrodą jest kwota 50 zł w gotówce.

Regulamin konkursu fotograficznego

Copyright © 2019 „ANTYKLIKA”
Projekt i wykonanie: whiteghost