Stowarzyszenie aktywnych społecznie

„ANTYKLIKA”

Humor o góralach

1. Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony:
– A co to baco, zegarek na sznurku ciągniecie?
– Jo go wrescie nauczę chodzić!

2. Jeden góral mówi do drugiego, pasącego owce wysoko w górach.
– Baco, wełna drożeje!
– A kto tak powiedział?
– Miller.
– A gdzie on pasie?

3. Rozmawia dwóch górali:
– Baco, a jak ja bym się przespał z waszą żoną, to jak by my wtedy byli? Kumy? Szwagry?
– Wtedy to by my byli kwita.

4. Zbliżała się zima, więc baca zapobiegliwie postanowił kupić sobie kalesony. Jednak w sklepie wszystkie kalesony już sprzedane. Sprzedawczyni doradziła bacy, aby w tej sytuacji kupił sobie rajtuzki, że niby ciepłe i wygodne a na dodatek nie trzeba skarpet nosić. Minęła zima, śniegi stopniały, baca wybrał się do sklepu. Sprzedawczyni pyta go, jak tam rajtuzki się spisały. Baca na to:
– Bardzo dobrze, bardzo dobrze, ino jak se pierdłem, to mi kierpce spadały.

5. Baca trzyma za nogi nad przepaścią swoją teściową i tak do niej rzecze:
– Mój pradziad to swoją teściową zarumbał ciupaską, mój dziad swoją teściową powiesił, mój ojciec swoją teściową zastrzelił, a jo ciebie kocham i puszczam cię wolno…

6. Baca został skazany na krzesło elektryczne. Sędzia mówi:
– No baco, macie przed śmiercią jakieś życzenie?
A Baca na to:
– Ja wysoki sędzio tobych tak chcioł, żeby pan sędzia mnie chycił za ręke.”

7. Idzie turysta drogą, spotyka bacę i pyta:
– Baco, mogę przejść przez waszą łąkę, bo chcę zdążyć na pociąg o 10.40?
– A idźcie, jak spotkacie mojego byka, to i na ten o 9.15 zdążycie…

8. Turysta pyta bacy:
– Macie w waszej miejscowości jakąś atrakcję dla turystów?
– Mielimy, ale łostatnio za mąż wysła.

9. Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać.
– Maryna, pomóż, bo ni moge kosuli sciongnoć – prosi żonę.
Żona podchodzi i woła:
– Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupage w plecach!

10. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca.
– Baco, nie zimno wam? – pytają się turyści.
– Ni.
– Ciepło?
– Ni.
– A jak wam jest?
– Jędrzej.

11. Baca siedzi przed chałupą i całuje się po rękach. Przechodzący turysta pyta:
– Baco, co wy robicie?
– To jest gra wstępna. Zaraz się będę łonanizował.

12.
W górach pada deszcz. Przechodzący turysta mówi do bacy:
– Baco, dach wam przecieka.
– Wim.
– To czemu nie naprawicie?
– Ni mogę, bo pado.
– A dlaczego nie naprawicie, kiedy nie pada?
– Bo wtedy nie cieknie…

13. W poniedziałek Baca spotkał na szlaku swojego kolegę z książeczką do nabożeństwa w ręku.
– A dokąd to kolego? – pyta się go.
A do domu publicznego idę – odpowiada.
No ale z książeczką do nabożeństwa ?
No tak jak będzie fajnie to i do niedzieli zabawie

14. Idą turyści przez łąkę. Nagle spotykają człowieka uderzającego się w głowę wielkim kamieniem.
– Co robisz? – pytają.
– Narkotyzuje się.
Idą dalej. Spotykają drugiego człowieka uderzającego się w głowę dwoma dużymi kamieniami.
– Co robisz? – pytają.
– Narkotyzuję się.
Idą dalej. Spotykają bacę siedzącego na kamieniach.
– Co robisz baco? – pytają.
– Narkotyki sprzedaję.

15. Baca odpowiada przed Sądem za zabójstwo żony gaździny.
Sąd pyta:
Dlaczego Ją zabiliście baco, może była dla Was
niedobra?
Baca na to.
Nieprowda moja gaździna była nojlepsom zonom we wsi.
Sąd pyta dalej:
Może nie dobrze gotowała?
Baca mówi:
Mojo gaździna gotowała nojlepi w parafii.
Sąd pyta dalej:
A może sprawy łóżkowe wchodzą tu w rachubę?
Baca zdenerwowany odpowiada:
Mojo gaździna takie rzecy mi robiła, ze nikaj indzi tego nie uświadcyłem.
Sąd więc zadaje następne pytanie:
Więc dlaczego Ją zabiliście baco?
Baca na to:
Bo prose wysokiego sądu łona była łogólnie menconco!

16. Po górach zasuwa facet na motorze. Na polu zimno, dodatkowo wieje mu z powodu prędkości. Ponieważ miał rozwalony zamek od kurtki, postanowił ją założyć „tył naprzód” (tył kurtki miał z przodu). Jedzie zadowolony aż tu nagle nie zauważył nierówności i miał straszny wypadek. Stracił przytomność. Po dwóch godzinach policja znajduje się na miejscu i stwierdza zgon. Rozmawiają z góralem którego spotkali na miejscu:
– Baco, byliście przy wypadku?
– No oczywiście, ja żem tu był z moim synem.
– I co tu się stało?
– Ano tak strosznie sie wyrąbał. Jak żem do niego podszedł to on jeszcze oddychoł. Ale nie wiem czemu dopiero jak mu głowe ustawiłem w dobrą strone to wyzionął ducha

17. Pyta baca turystę:
– Panocku, jak was zwią?
– Jestem Hieronim Sraczka.
– Oj, rzadkie macie nazwisko, rzadkie…

18. Na Podhale przyjechał łącznik z Warszawy. Miał się tu spotkać ze szpiegiem o nazwisku Gąsienica. Na przedmieściach Zakopanego zatrzymał samochód i zapytał przechodzącego obok bacę:
– Dobry człowieku, znacie tu w okolicy jakiegoś Gąsienicę?
– Dyć znom, panocku. Tu oto w tej wiosce jest Gąsienica kowal, Gąsienica piekarz, dwóch strażaków Gąsieniców i organista Gąsienica. I jo tyz jestem Gąsienica…
Łącznik z Warszawy doszedł do wniosku, że tak pokrętnej odpowiedzi mógł udzielić tylko człowiek, z którym miał się spotkać, więc postanowił zaryzykować i podać hasło:
– Słońce świeci wysoko, owce pasą się na łące, strumyk wpada do rzeki, a rzeka do morza.
– A panocku! Trza było od razu gadać, że chodzi o Gęsienicę szpiega. Ten mieszka tam, za górką…

19. Przychodzi baca do jasnowidza. Puka do drzwi i słyszy:
– Kto tam ?
– Eeee… Tto ja pierdziele takiego jasnowidza.

20. Ten ci nos Jontek to mo łeb zasie mocny!
– A jakoz to?
– Zased roz Jontek do kowola i kowol nie wcelił w kowodło, ino w łeb Jontka! A ten ci ino platfusa dostoł!

21. Turysta przychodzi do knajpy w Zakopanem, siada przy barze i pyta:
– Barman, co polecisz do picia?
– Ano, panocku, drink Góra Cy.
– Jak to Góra Cy? – dopytuje się turysta.
– Widzi pan, bierzemy sklanecke wina. No dwie, góra cy i wlewamy do garnka. Później bierzemy sklanecke piwa, no dwie, góra cy… i wlewamy do tego samego garnka. Następnie sklanecke wódecki, dwie, no góra cy… i wlewamy do tegoż samego garnecka. Na koniec bierzemy sklanecke koniacku, no dwie, góra cy… i wlewamy do garnka. Garnek stawiamy na ogniu i miesając gzejemy cas jakiś. Później nalewamy i pijemy sklaneckę, dwie, no góra cy. Po wypiciu wstajemy, robimy krocek, dwa, no góra cy…

23. Poznajecie tę kobietę? – pyta się sędzia bacy na rozprawie o ustalenie ojcostwa.
– A poznaję.
– Czy to dziecko, co ona trzyma, to wasze?
– A moje.
– A co będzie z płaceniem za dziecko?
– Kiedy ja, wysoki sądzie, nic za to nie chcę.

24. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi.
– Baco, drzwi w domu nie macie? – krzyczy na niego sprzedawczyni.
– Mom, i taką cholerę jak wy, tyz mom.

25. Przychodzi turysta do bacy i pyta o nocleg. Wolne pokoje są, ale bardzo drogie.
– Baco, wezmę pokój, ale pod warunkiem, że będzie tu cicho i spokojnie. Żadnych dzieci!
– Tu nimo żadanych dzieci – zapewnił baca.
Turysta poszedł spać. O szóstej rano budzą go hałasy, wrzaski, tupot na schodach. Wygląda na korytarz, a tam dokazuje spora gromadka dzieci.
– Baco! Tu nie miało być żadnych dzieci!
– Dzieci? Jakie dzieci? To są sukinsyny, a nie dzieci!

26. Przychodzi dziennikarz do górala i pyta:
– Baco, wiecie co to jest postkomunizm?
Góral zastanawia się i mówi:
– No, postkomunizm to jest to, że w całym tygodniu jest post, a w niedzielę jest komunia.

27. Baca struga wielki pień leżący na ziemi.
Przechodzący turysta pyta:
– Co robicie Baco?
– Czółno – odpowiada.
Idzie turysta na drugi dzień, patrzy a tu koło Bacy wielka sterta wiórów i niewielki kawałek drewna.
– Co robicie Baco?
– Szpadel do łopaty.
Idzie turysta na trzeci dzień, patrzy a tu koło Bacy olbrzymia sterta wiórów, a Baca w ręce trzyma malutki kawałek drewna.
– Co to bedzie?- pyta turysta.
– Jak się nie spierniczy, to wykałaczka.

28. Gaździna budzi męża w środku nocy.
– Pchła mi łazi po plecach, złap ją i zabij.
– Zapal światło. Zdechnie ze strachu, jak cię zobaczy.

29. – Czego się drzes?! – woła Baca do śpiewającego juhasa
– To nie dżez /jazz/ , ino folklor Baco!

30. Baco, co robicie, jak macie wolny czas?
– Siedzem i dumam
– A jak nie macie czasu?
– Ino siedzem

31. Sąsiad do bacy:
– Baco, za stodołą na waszych deskach chłopaki gwałcą waszą córkę.
Baca biegnie za stodołę, po chwili wraca uśmiechnięty i mówi:
– Wiedziołem, ze żartowołeś, bo to nie moje deski.

32. Przychodzi baca z prośbą do kolegi chirurga.
– Kazik pomóż, moja żona taka brzydka. Weź jej zrób jakąś operację
– Nie dam rady, ale pogadam z kolegami w Krakowie, ale to będzie kosztować jakieś dziesięć tysięcy.
Spotykają się po dwóch tygodniach.
– Jak mówiłem, da się załatwić, ino załatw dziesięć patyków.
– Już nie trza Kazik, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelić.

33. Zabiłem wczoraj 10 ćmów – mówi baca do turysty.
– Ciem – poprawia turysta.
– A kapciem.

34. Baca postanowił rozwieść się z gaździną. W sądzie sędzia pyta bacę:
– Dlaczego chcecie się rozwieść. Przecież żyjecie razem już 20 lat?
Baca odpowiada:
– Widzi Wysoki Sąd ona mi seksualnie nie odpowiada.
Na to podnosi się ze swojego miejsca juhas i mówi:
– Głupoty, Baco, gadacie! Całej wsi odpowiada, a wam nie!

35. Przed Nowym Targiem góral, stojący przy drodze, zatrzymuje samochód. Brutalnie wyciąga kierowcę i ciągnie w krzaki. Tam wyciąga zza pazuchy siekierę i każe przestraszonemu człowiekowi ściągać spodnie.
– A teraz łonanizuj się, bo jak nie, to cię toporeckiem…
Po chwili odpoczynku baca powtarza.
– A tera łonanizuj się…
Po kilku takich rozkazach facet jest zupełnie wyczerpany.
– Baco, ja już nie mogę…
– Dobra, panocku zakładajcie spodnie. Maryna, wyłaź za krzaka, panocek zawiezie cię do Nowego Targu.

36. Juhasi wołają do stojącej za rzeką Jagny.
– Jagna, a chodź do nas…
– Nie pójda, będzieta se pewno na mnie używać?
– Jagna. Nie będziem…
– To po co będę chodzić…?

37. Młody juhas wraca z wojska po dwuletniej służbie. Żona Jagna chwyta go za rękę i ciągnie do sypialni. On stanowczym gestem zatrzymuje ją i mówi:
– Chodź Jagna, pójdziem na spacer.
Wyprowadził ją na połoninę.
– Widzisz Jagna to pikne niebo?
– Oj widzę, widzę, ale chodź prędko do chałupy.
– A widzisz Jagna te pikne smreki?
– Widzę, ale chodźmy już…
– A widzisz te pikne wirchy? – No, widzę…
– To patrz Jagna uważnie i zapamiętaj, bo teraz przez miesiąc to będziesz tylko sufit oglądała.

38. Stary baca siedzi na przyzbie i patrzy na przechodzącą Jagnę.
– Chodź no Jagna, pochędożymy…
– A co wy też baco, do kościoła idę…
Mija pięć minut i Jagna wraca.
– Wicie baco, tak sobie myślę. Kościół stał i stać będzie, a z wami to już różnie bywa…

39. Baca wlecze do lasu ścierwo psa. Sąsiad zagaduje:
– A co to się stało, kumie?
– Aaaa… musiołek go zastrzelić!
– To pewnie był wściekły, co?
– No, zachwycony to nie był!

Copyright © 2022 „ANTYKLIKA”
Projekt i wykonanie: whiteghost